Przeczytane
Mistrz i Małgorzata” to uznana powieść rosyjska łącząca satyrę, fantastyczne motywy i głębokie pytania o dobro i zło — uznawana za jedno z największych dzieł literatury XX wieku.
Tu włóczka żyje własnym życiem, oczka się gubią, a bałagan jest w pełni kontrolowany.”
Czasem największe włóczkowe skarby trafiają się zupełnie przypadkiem — tak było i tym razem. W małym sklepiku, na wyprzedaży, udało mi się znaleźć prawdziwą perełkę.
Tym razem w moje ręce trafiła SIMY’S Hope DK — włóczka wykonana w 100% z wełny merynosów, o długości 300 m / 100 g. Już przy pierwszym dotyku wiedziałam, że to coś wyjątkowego. Jest niezwykle miękka, delikatna i wręcz stworzona do dziecięcych projektów.
I rzeczywiście — sprawdziła się idealnie.
Z tej włóczki powstały dwa sweterki dla mojej wnusi, która była nimi absolutnie zachwycona 🥰
To zawsze największa nagroda — widzieć radość dziecka, które nosi coś wykonanego własnymi rękami.
Udało mi się kupić:
Szczerze mówiąc, bardzo żałuję, że nie było więcej — sama chętnie zrobiłabym sobie sweter w tym pięknym odcieniu 💛
Kwiecień bywa kapryśny, dlatego postanowiłam dodać mu trochę koloru i ciepła. Te radosne sweterki były moją odpowiedzią na szarą pogodę — i muszę przyznać, że spełniły swoją rolę.
W sweterku w paseczki zdecydowałam się na rękawy 3/4 — głównie dlatego, że włóczka powoli się kończyła.
Okazało się jednak, że był to strzał w dziesiątkę!
Moja wnusia od dawna powtarza:
„Babciu, tylko zrób krótkie rękawy!” 😄
Długie jej przeszkadzają, więc tym razem idealnie trafiłam w jej potrzeby — nawet jeśli początkowo był to czysty przypadek.
Takie projekty przypominają mi, że rękodzieło to nie tylko włóczka i druty, ale przede wszystkim emocje, wspomnienia i małe codzienne radości ❤️
Przeczytane
Mistrz i Małgorzata” to uznana powieść rosyjska łącząca satyrę, fantastyczne motywy i głębokie pytania o dobro i zło — uznawana za jedno z największych dzieł literatury XX wieku.
Trzy lata temu zrobiłam dla mojej wnusi sweterek z włóczki skarpetkowej. Taki zwykły projekt „na teraz”, bez wielkich oczekiwań, raczej z myślą, że posłuży jeden sezon, może dwa. Jak to często bywa w przypadku dziecięcych ubrań – szybko się z nich wyrasta, szybko się niszczą, życie pisze własne scenariusze.
A jednak… dziś dostałam zdjęcie, na którym wnusia ma na sobie dokładnie ten sam sweterek. I co więcej – nadal nosi go chętnie i często, już od trzech lat.
To był dla mnie moment zatrzymania i refleksji
Często słyszy się opinie, że nie warto inwestować w droższe włóczki dla dzieci. Bo wyrosną, bo szkoda pieniędzy, bo się zniszczy. Sama kiedyś też się nad tym zastanawiałam.
Dziś mam na to swoją odpowiedź – warto.
Ten sweterek:
A przede wszystkim – jest noszony. I to chyba najważniejsze.
Często pojawia się pytanie: czy sweterek gryzie?
Zawsze wtedy odpowiadam z uśmiechem — skoro dziecko nosi go chętnie, to najwyraźniej wcale nie gryzie 😉
To dla mnie najlepszy dowód na to, że włóczka została dobrze dobrana, a sam sweterek jest nie tylko ładny, ale też wygodny i przyjemny w noszeniu.
Tymczasem na moją wnusię czeka już kolejny, gotowy sweterek 🧶
Dziś tylko mała zapowiedź w postaci zdjęcia, a w kolejnym wpisie podzielę się wszystkimi szczegółami.
Dla wszystkich, z okazji nadchodzących Świąt, zostawiam dobre słowo.
Dbajcie o siebie, wypoczywajcie i spędzajcie ten czas tak, jak lubicie i możecie.
Do zobaczenia po Świętach 🌷
Marzec przywitał nas prawdziwie wiosenną aurą. Ciepłe promienie słońca od razu wywołały uśmiech na twarzy, dodały energii i obudziły we mnie chęć do działania. W powietrzu czuć już zmianę — dni są dłuższe, świat jakby jaśniejszy, a my razem z nim budzimy się do życia.
Nie trzeba było długo czekać. Sięgnęłam do pudła z włóczkami i wyciągnęłam tę najbardziej kolorową, która grzecznie przeleżała dwa sezony. Czekała na swój moment — i wreszcie się doczekała. Teraz powstaje z niej wiosenna chusta. Taka w sam raz do otulenia się podczas spacerów, kiedy jest już przyjemnie ciepło, ale ramiona wciąż proszą o lekkie okrycie.
Chustę robię francuzem, więc pracy jest sporo, a rzędy potrafią się dłużyć. Pomyślałam więc, że to idealny moment, by spróbować czegoś nowego. Zapisałam się do biblioteki z audiobookami. Do tej pory nie mogłam się do tego przekonać — zawsze byłam wierna papierowym książkom. Lubię ich zapach, szelest kartek i to uczucie, kiedy trzymam historię w dłoniach.
A jednak… coś się zmieniło. Słuchanie książek podczas robótek okazało się strzałem w dziesiątkę. Nagle czas przestał się dłużyć, a kolejne rzędy przybywają niemal niezauważenie. Wciągnęłam się tak bardzo, że zaczynam się zastanawiać, dlaczego tak długo się przed tym wzbraniałam.
Wiosna przynosi nowe kolory, nowe pomysły i — jak widać — także nowe nawyki. Czasem warto pozwolić sobie na małą zmianę. Nigdy nie wiadomo, ile radości może przynieść.
Odsluchane dwie książki. 😁
Babciu, zrób mi różowy sweterek…” 💕
W pudełku z włóczkami zostały tylko dwa odcienie różu, a nowych zakupów nie było w planach. Trzeba więc było trochę pogrzebać w zapasach i wyczarować coś z małych motków. Oczko do oczka — i powstał sweterek jak z bajki. ✨
Zdążył akurat na Tłusty Czwartek, bo wnusia przyjechała z wizytą. Próbowała nawet zapozować do zdjęcia… ale mini pączusie wygrały z sesją 😅🍩
Trochę włóczki, dużo miłości i gotowe 💗
Luty zaskakuje kolorem.
Kiedy świat za oknem jest biały i zimny, rodzi się potrzeba ciepła — nie tylko tego fizycznego, ale i w kolorach. Ta włóczka przyciągnęła mnie właśnie swoją barwą.
Pomysłów było wiele, ale serce wybrało prostotę. Powstał sweterek zwyczajny, codzienny — taki, który czeka pod ręką, gdy trzeba szybko wyjść i wrócić do swoich spraw. Lekki, a jednocześnie otulająco ciepły.
A gdy okazało się, że włóczki wystarczyło jeszcze dla małej damy, radość była podwójna. Kolorowe kwiatki dopełniły całość i wywołały uśmiech, który został na długo 🌸
Styczeń roztańczył się karnawałem, a mała sroczka – wnusia – zapragnęła blasku.
Wzięłam więc do rąk druty i cekinową niteczkę, wplotłam w nie czułość, cierpliwość i mnóstwo miłości.
Tak powstały dwa błyszczące sweterki.
Małe oczy lśnią z zachwytu, a moje serce z radości ✨🧶💖
Styczeń zawsze przychodzi trochę ciszej niż grudzień. Bez fajerwerków, za to z obietnicą nowego początku. To miesiąc, w którym świat zwalnia, przykryty miękką warstwą śniegu, a my możemy na chwilę zatrzymać się razem z nim. Zimowe poranki skrzypią pod butami, herbata smakuje lepiej, a dłonie same szukają włóczki, drutów albo szydełka.
Czasem wystarczą trzy nitki. Każda inna, każda w swoim kolorze, z własnym charakterem. Osobno były piękne, ale dopiero gdy połączyły siły, wydarzyła się magia. Razem splatały się cierpliwie, oczko po oczku, tworząc sweterek o przecudnej urodzie — miękki, harmonijny i jedyny w swoim rodzaju.